piątek, 20 stycznia 2017

Denko #14

Cześć!


Ostatni post, w którym pokazywałam Wam moje zużycia był dawno. Jednak kilka pakowań już od dawna zalega w mojej "magicznej" torbie i szczerze mówiąc chętnie już bym się ich pozbyła. Dlatego też dzisiaj zapraszam Was na kolejny projekt denko. Zapraszam! 
Posty z denkiem nie dość, że pojawiają się rzadko, to w dodatku ilość zużytych opakowań nigdy nie jest jakaś szczególna. Jednak dzisiaj chyba pokazuję największe denko, albo jedno z tych większych. Produkty różne, ale znalazło się sporo produktów kolorowych, z czego się niezmiernie cieszę.

Ale zaczynam od największych bubli tego zestawienia, czyli szamponu i odżywki do włosów Gliss Kur do włosów farbowanych. Kiedy kilka miesięcy temu farbowałam się u fryzjerki, ta mi poleciła, abym do mycia włosów używała kosmetyków przeznaczonych do włosów farbowanych. Podczas jednej z wizyt w drogerii długo się nie zastanawiałam i sięgnęłam po ten duet. Początkowo wszystko było dobrze, jednak po jakimś czasie włosy szybko zaczęły się przetłuszczać, pojawił się łupież z którym nigdy nie miałam większego problemu, a ochrona koloru była słaba. Dla mnie zarówno szampon jak i odżywka to bubel. Chyba czas znowu wrócić do pielęgnacji kosmetykami pozbawionymi SLS- ów. Swoją drogą jeżeli macie włosy falowane/ kręcone, puszące się, to polećcie mi jakąś dobrą odżywkę bez spłukiwania. 
Kolejne produkty to krem do rąk z Bielendy, oraz krem pod oczy Alterra. Oba produkty bardzo lubię, świetnie się u mnie sprawdzały. Krem do rąk okazał się moim hitem, który uratował moje dłonie z opresji. Zaś krem pod oczy dobrze znam, i bardzo lubię, jednak zaczynam szukać czegoś bardziej nawilżającego. Niemniej jednak Alterra ma świetny skład, dlatego bardzo go lubię i z czystym sumieniem polecam. Pisałam o nim <TUTAJ>
Jak to już się przyjęło w moim poście ze zużyciami nie mogło zabraknąć płynu micelarnego z BeBeauty, dla mnie totalny ulubieniec za niską cenę, kupuję i będę go kupować cały czas! 
Udało mi się w końcu zużyć dezodorant/ wodę perfumowaną Halle Berry Wild Essence. Zapach słodki, kwiatowy, trochę pudrowy, lubię takie zapachy jednak coś w tym jest takiego, że szybko mnie zaczął denerwować. Utrzymywanie się zapachu nie jest jakieś bardzo zaskakujące. 
W tym zestawieniu znalazło się również miejsce dla kremowej henny do brwi z Delii. Zawsze sięgam po tę hennę i najczęściej jest to ta w kolorze czarnym. Raz na tydzień, raz na dwa tygodnie, aplikuję ten produkt i efekt jest świetny. Co dla mnie najważniejsze nie wypłukuje się na rudy kolor. 
Na koniec zostawiłam sobie produkty kolorowe, których udało mi się wykończyć w sporej ilości, jak na mnie, oczywiście. W końcu mogę do kubła z odpadami wyrzucić podkład L'oreal Infallible w kolorze 11 vanilla. Dla mnie przeciętniak, więcej pisałam o nim tutaj <KLIK>.
Wykończyłam również jeden z moich ulubionych pudrów, który znalazł się w moim poście  z kosmetycznym top10 roku 2016 <TU> . A mowa o pudrze pocket 2skin mat od Bell.
Do denka doszłam również z mascarą do brwi Browdrama Maybelline, jest to moje drugie, bądź nawet trzecie opakowanie. Bardzo lubię, ale chętnie przetestowałabym coś nowego. Więcej informacji znajdziecie klikając <TUTAJ>.
Na koniec  zostały dwa tuszę do rzęs Lovely Curling Pump Up, oraz mój największy ulubieniec wśród mascar do rzęs Eveline Extension Volume 4D, o którym również pisałam recenzję <KLIK>
I tak prezentuje się moje już 14-ste denko na moim blogu. Jestem ciekawa czy miałyście te kosmetyki i jak u Was się sprawdziły? Czekam na Wasze komentarze. :) 


Pozdrawiam, Żaneta.

1 komentarz: