02.12.2016

Kosmetyczni ulubieńcy listopada.

Witam Was!


W dzisiejszym poście chcę Was zaprosić na kosmetycznych ulubieńców minionego miesiąca. Listopad minął mi błyskawicznie, i bardzo pracowicie, a to wszystko spowodowało, że jak już makijaż wykonywałam to raczej taki bardzo dzienny i mega delikatny, jednak czasami uzupełniany czerwoną pomadką na ustach. Produktów w  dzisiejszych ulubieńcach mam kilka, ale w moim odczuciu są to same perełki. Zapraszam!
Nie przedłużając zaczynam od produktu, który w ciągu ostatnich dwóch tygodni ratował moje dłonie z opresji. Niestety, u mnie zawsze co roku w okresie jesienno- zimowym moje dłonie przeżywają koszmar. Ciężko jest mi określić przyczynę tego, zmieniałam mydła, kremy i wszystko co jest możliwe, a problem powraca. Dłonie robią się szorstkie, skóra jest mocno wysuszona, czasami do tego stopnia, że w niektórych miejscach czasami pęka. Ten krem do rąk z Bielendy, dostałam od siostry i to on właśnie w ostatnim czasie przynosi ulgę moim dłoniom. Szybko je nawilża, wygładza, i co najważniejsze regeneruje to przykre uczucie suchej, naprężonej do granic wytrzymałości skóry. Staram się stosować go kilka razy w ciągu dnia i widzę dużą poprawę, ale jeszcze wiele potrzeba do doskonałości. W dodatku produkt pięknie pachnie, szybko się wchłania, a za tubę 50 ml płacimy ok. 14 zł. 

Kolejny kosmetyk to również coś nawilżającego, ale tym razem z przeznaczeniem do włosów. Marion- fluid na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym. Ciekawy kosmetyk, wygładzający włosy, dzięki niemu moje końce są bardziej ujarzmione, ale nie sprawiają wrażenia przetłuszczonych. Na moich włosach sprawdza się jako produkt aplikowany zarówno na mokre jak i suche włosy. Zakupiłam go przez przypadek, podczas jakiś zakupów spożywczych i kosztował 6,99 zł.
Jeszcze wracając do tematu dłoni, muszę wspomnieć o dwóch lakierach, które mnie ratowały w ostatnim miesiącu i na zmianę sięgałam raz po jeden, a raz po drugi. Jeżeli śledzicie mnie na bieżąco to wiecie, że od jakiegoś czasu jestem fanką hybryd, i nic w tej kwestii się nie zmieniło. Dla mnie malowanie paznokci lakierami hybrydowym to zbawienie, które daje mi co najmniej 2 tygodnie spokoju, jeżeli chodzi o malowanie paznokci. Po zdjęciu ostatnich hybryd, miałam w planie zrobić kilka dni przerwy, ale niestety dwoma paznokciami niefortunnie uderzyłam w stół, tak że strzeliły  prawie do połowy płytki. Była jakaś masakra! Jako, że nie lubię chodzić z nieumalowanymi paznokciami zaczęłam je malować klasycznymi lakierami, żeby chociaż trochę zabezpieczyć tę płytkę. Genialnie sprawdziły się u mnie dwa lakiery, Rimmel, ta seria Rita Ora w numerze 806, oraz Astor Quick&Shine 502. Każdy z nich kosztuje w granicach 12-15 złotych. Typowe jesienne kolorki, utrzymują się do 4-5 dni, i co najważniejsze szybko schną. Moje paznokcie powoli zaczynają wracać do normalności, daje im czas do połowy grudnia i robię hybrydy!
 Tak jak już wspominałam na wstępnie, mój makijaż w ostatnich tygodniach to nic innego, jak tylko delikatne podkreślenie oka. Na jednej z ostatnich promocji w Rossmannie zakupiłam, jakże kultowy produkt, bo kredkę do brwi marki Wibo nr. 2, cena regularna ok. 11 zł. Muszę przyznać, że to moja pierwsza kredka do brwi, dotychczas zawsze sięgałam po produkty w formie cieni. O ile kolor mógłby być bardziej chłodny, o tyle jest on na tyle uniwersalny, że z powodzeniem nadaje się do zaznaczenia brwi. Kredka jest wysuwana, miękka, a końcówka na tyle precyzyjna, że nie ma się problemu z dokładnym wypełnieniem łuków. W dodatku produkt został wyposażony w szczoteczkę, dzięki czemu jest to genialny produkt wyjazdowy. Gdyby Wibo wprowadziło większą gamę kolorystyczną tej kredki, było by idealnie.

O pomadkach Carmex słyszałam wiele, bo jak można o nich nie słyszeć, ale jakoś nigdy nie miałam potrzeby zakupu. Po ten egzemplarz sięgnęłam kilka tygodni temu i przepadłam bez reszty. Genialnie nawilża, chroni i pielęgnuje usta, i ma SPF 15. Ja mam tę wersję klasyczną, w sztyfcie, cena tego produktu to 11 złotych. Wydaje się być strzałem w dziesiątkę na zbliżającą się zimę!

Pomimo, że stawiałam w ostatnim czasie na delikatny makijaż, to lubiłam go uzupełniać czerwonymi ustami. I z tym zadaniem świetnie poradził sobie duet w postaci konturówki z Miss Sporty 005- congo , cena ok 6 złotych, oraz też już kultowej matowej pomadki w płynie, czyli Wibo Million Dollar Lips nr. 4, cena 11 złotych. Sama konturówka jak to konturówka, łatwo się obrysowuje usta, a można i nawet bez problemu wypełnić nią całe usta. Zaś pomadka z Wibo, rzeczywiście jest matowa, i bardzo trwała. Aplikator, dość precyzyjny, ale przy takich kolorach konieczne jest użycie konturówki.

I tak prezentują się moi kosmetyczni ulubieńcy listopada. Znacie, lubicie te kosmetyki?


Dzięki za dzisiaj i do następnego.


Pozdrawiam, Żaneta.

7 komentarzy:

  1. W moich ulubieńcach zawsze znajduje się carmex :)
    Zapraszam BLOGMAS :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba się skuszę na ten fluid z Marionu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kolory lakierów wpadły mi w oko :) Tą serię z Rimmela ogólnie bardzo lubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również ta seria lakierów z Rimmela bardzo przypadła mi do gustu. :)

      Usuń
  4. Konturówki miss sporty są super, ale kolor to tylko kultowa coffee ;) A jestem ciekawa jakbyś oceniła ich czerwone pomadki z serii wonder smooth, ale one są nawilżające, nie matowe. Dla mnie po matach miła odmiana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaciekawiłaś mnie tymi pomadkami, i z pewnością podczas kolejnych zakupów w drogerii przyjrzę im się bliżej:)

      Usuń
    2. Mam tę pomadkę - kolor powerful berry jest piękny, dokładnie czegoś takiego ostatnio szukałam. Poza tym to miła odmiana od matowych pomadek, w końcu coś, co ładnie nawilża i nie zjada się w nieciekawy sposób. Jestem zaskoczona pigmentacją i trwałością jak za taką cenę.

      Usuń