środa, 31 sierpnia 2016

Denko #13

Cześć!

Trochę czasu mnie nie było, a spowodowane to wszystko było głównie jutrzejszym dniem. Tak, wciąż nie mogę uwierzyć, że jutro pierwszy raz odstawię mojego pierworodnego do przedszkola. Będzie to nasza pierwsza prawdziwa  rozłąka, gdzie w dodatku będzie pod opieką zupełnie obcych ludzi. On jest w skowronkach i wciąż tylko pyta, czy aby na pewno jutro pójdzie do przedszkola, a ja z minuty na minutę, boję się coraz bardziej. I nie o to czy on sobie poradzi, bo tego jestem pewna, lecz o to jak ja sobie z tym poradzę! Z pewnością jutro poleją się łzy i z pewnością będą to moje łzy. 
Dlatego na odstresowanie postanowiłam, że na koniec wakacji, na koniec sierpnia, przygotuję dla Was denko, bo trochę się tego uzbierało. Zapraszam!
Moje denko jak zwykle, nie może się obyć bez żeli pod prysznic z Isany. Jestem już uzależniona od tych produktów, są genialnie, świetnie pachną, dobrze się pienią i kosztują  3 złote! Jednak moim ostatnim zdecydowanym ulubieńcem jest Summer Feelings, szkoda, że jest on z edycji limitowanej.
Zużyłam również dwa szampony do włosów, oczywiście mój ulubieniec z Babydream, łagodny, lecz dobrze oczyszcza zarówno skalp głowy, jak i same włosy. To już któreś z kolei moje opakowanie, jednak chyba czas na zmiany i znowu szukam czegoś innego, ale jest duże prawdopodobieństwo, że znowu do niego wrócę. Cena to 6 złotych. 
Jednak ja wiecie, że podczas używania szamponów delikatnych, co któreś mycie warto sięgnąć po coś mocniejszego na bazie SLS-ów, aby dokładnie domyć skórę głowy i włosy. W tej kwestii nie mam ulubieńca i kiedyś zupełnie przypadkiem sięgnęłam po szampon z Isany z przeznaczeniem do ciemnych włosów. Cena tego szamponu to 9,90 zł. Jednak ten produkt dla mnie to zupełny koszmar. Chociaż głowę dobrze domywał, ładnie się pienił, natomiast włosy miałam jeszcze bardziej puszące się i wywołał u mnie łupież! Dla mnie bubel! 
Wykończyłam również odżywkę do włosów, tym razem Garnier Ultra Doux, olejek z awokado i masło karite. Przyjemna odżywka, z ciekawym składem, delikatnie ujarzmia moje włosy jednak nie jest to efekt spektakularny. Od czasu do czasu lubię do niej wrócić cena to około 8 złotych.
Kolejne zużycia to maska do stóp złuszczająca. Szczerze pisząc nie wiem co to za marka, kupiłam ten produkt kiedyś w Biedronce za 10 złotych. Oczywiście jest to produkt w formie skarpet, które zakłada się na stopy od 60, do bodajże 90 minut w zależności od stanu skóry stóp. Musze przyznać, że efekt był ciekawy. Po czterech dniach od aplikacji skóra zaczęła się złuszczać, trwało to do około tygodnia, po czym stopy były gładkie i miękkie. Dla mnie ciekawy produkt i z pewnością kiedyś znowu kupię takie skarpety. 
Następnie wykończyłam  krem do rąk marki BeBeauty, który zalegał na mojej półce długo. Kupiłam go chyba jeszcze w okresie zimowym, i zupełnie mi się nie sprawdzał, a moje dłonie się bardzo wymagające zwłaszcza zimą. Dlatego wróciłam do niego teraz, ale szału nie ma. Słabiutki krem, do którego już pewnością nie wrócę. Cena około 4 złote. 
Następnie sól do kąpieli również BeBeauty, którą uwielbiam i stosuję wyłącznie, podczas moczenia nóg. Dobrze się u mnie sprawdza, bardzo wydajna, chociaż nie używam jej do kąpieli! Myślę, że warta sprawdzenia w szczególności, że kosztuje jakieś 3 złote! 
Na koniec zostawiłam kolejny już kultowy produkt z BeBeauty, czyli płyn micelarany, dla mnie najlepszy i cena idealna, bo jedyne 5 złotych.
Zużyłam również dwa kremy z Ziaji i jeden jest bublem, drugi zaś uwielbiam. Koszmarem z tych dwóch kremów okazał się, być ten z kwasem hialuronowym. Pierwsze co mnie do niego zniechęciło to zapach, bardzo sztuczny i po prostu okropny. Jednak najgorsze było to co zrobił z moją cerą. Po trzech użyciach, na policzkach zrobiły mi się czerwone plamy. Przez kilka dni wyprowadzałam swoją cerę na prostą. Resztę kremu zużyłam do smarowania stóp. Zaś ten krem oliwkowy jest dla mnie idealny. U mnie on genialnie sprawdza się właśnie teraz w okresie letnim, bo moja cera jest normalna w kierunku do suchej. Zimą będę potrzebowała czegoś tłustszego. Ceny tych kremów to 10 zł oraz 5 złotych. 
Wykończyłam w ostatnich miesiącach również podkład z AA, recenzję tego produktu znajdziecie <TUTAJ>. 
Na koniec woda perfumowana Katy Perry Mad Potion 30 ml. Zapach słodki, raczej należący do tych lżejszych. jednak trwałość tej wody pozostawia wiele do życzenia, gdyż utrzymuję się raptem godzinę, albo i nawet nie. Patrząc na cenę tego produktu bez promocji podobno kosztuje 100 złotych to jestem zdecydowanie na NIE!

To by było na tyle, chyba największe denko jakie dotychczas robiłam. Dajcie znać czy miałyście których z tych produktów. 


Pozdrawiam, Żaneta. 

5 komentarzy:

  1. Żele isany lubię, micelka z biedry lubiłam - po zmienieniu opakowania szczypie mnie w oczy, zmienili chyba skład :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem sporo tych kosmetyków :) Kilka z nich miałam okazję stosować :)
    Zapraszam Mój Blog :)

    OdpowiedzUsuń