30.03.2016

Denko #11

Cześć!


Mam nadzieję, że u Was zdecydowanie lepiej niż  u mnie. Nie będę narzekać, marudzić i wylewać swoich żali tutaj, bo to ani nie miejsce, ani nie czas na takie wypociny. Jednak, ostatnio znowu problemy się zaczynają piętrzyć i wciąż coś innego wyłazi! Na odgonienie złego nastroju i wciąż dokuczających mi migren... zasiadam przed klawiaturą laptopa i piszę. Z racji tego, że już końcówka marca, a w mojej "magicznej" torbie uzbierało się kilka pustaków, to zapraszam Was na zdenkowancyh. 

U mnie standardowo denko małe, jednak wiecie, że zazwyczaj staram się pokazywać coś innego. Jakoś nie widzę, większego sensu w pokazywaniu w kółko tych samych produktów. Tym razem jestem z siebie dumna, bo i nawet trochę kolorówki się znalazło. Same wiecie jak ciężko denkuje się kosmetyki do makijażu.


Pierwszy na liście znalazł się podkład z Wibo Illuminating 01 porcelanowy. Muszę się przyznać, że w tubce jeszcze trochę go zostało, jednak data ważności już dawno minęła, więc przyszedł czas go wyrzucić. Podkład, który kosztuje coś około 10 złotych. Skusiłam się na niego, gdyż wiele dziewczyn porównywało go do podkładu Rimmel Wake Me Up. Ja, tego podkładu od Rimmela nie miałam, więc w tej kwestii się nie wypowiem, natomiast ten był całkiem w porządku. Delikatne krycie, dość subtelnie rozświetlał twarz. Co mi przeszkadzało to zapach, który był mocno wyczuwalny i mało przyjemny.  Sprawdzał się całkiem w porządku, jednak więcej po niego nie sięgnę. 

Drugi produkt to również podkład i to podkład, który uwielbiam. Rimmel Lasting Finish 25 HR, kolor 200 soft beige. Dla mnie świetny podkład, dobrze kryjący, długo utrzymuje się na twarzy, ładnie wygląda. Kosztuje koło 40 złotych, ale często można go dostać na promocji. Wiem, że z pewnością niebawem po niego sięgnę ponownie, jednak zdecydowanie wybiorę jaśniejszy odcień! 

Numerem trzecim jest korektor Meybelline Affinitone, 01 nude beige. Korektor, który stosowałam tylko pod oczy, gdyż moje cienie, a przede wszystkim widoczne żyłki doprowadzają mnie do szału. Dobrze krył, ale jeżeli ktoś oczekuje, że znikną wszystkie zacienienia, czy wypryski to zdecydowanie nie. Daje ładny naturalny efekt i za to go lubię. Cena około 30 złotych, ale również często można go spotkać na promocji. Jeżeli nie zdecyduję się na nic innego, to do tego korektora z miłą chęcią wrócę. 

Na koniec kolorówkowych zużyć został produkt do ust, z którym męczyłam się długo. Pomadka w kredce, Lovely Color Wear Long Lasting Lipstick, nr. 4. Dość przeciętny produkt, toporny w aplikacji, ma tendencję do zbierania się w kącikach ust i nie jest jakaś szczególnie trwała. Zużyłam prawie całą i nie kupię więcej tego produktu, chociaż cena 8 złotych jest dość atrakcyjna. 


Udało mi się również wykończyć szampon Barwa Ziołowa, szampon pokrzywowy do włosów przetłuszczających. Jak wiecie, albo i nie, od pewnego czasu jestem wierna szamponom dla dzieci Babydream. Jednak czasami warto, a nawet trzeba na chwilę coś zmienić. Kupiłam ten szampon, przy okazji zakupów spożywczych, za bagatela 4 złote. Początkowo byłam zadowolona, ale później był dramat. Wysuszył mi skalp głowy zupełnie, a łupież mocno dawał się we znaki. Bardzo słaby! Połowę opakowania zużyłam do mycia stóp. 

Drugi produkt pielęgnacyjny to Bielenda nawilżające mleczko do ciała. Chyba nigdy o nim nie pisałam, a szkoda, bo świetny produkt. Rzeczywiście bardzo nawilża, nawet napisałabym, że regeneruje skórę. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na skórze, przez co możemy od razu po aplikacji się ubrać, a efekt nawilżenia pozostaje z nami na długo. Skradł moje serce również za poręczne opakowanie wyposażone w pompkę, które ułatwia aplikację kosmetyku. Cena to 17 złotych. 


Standardowo zużyłam pakiet maseczek do twarzy z  Ziaji, ale był również orzeźwiający peeling do twarzy także z Ziaji. Bardzo pozytywnie byłam nim zaskoczona. Dobrze złuszczał martwy naskórek, a twarz po jego wykonaniu była gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Cena masek i tego peelingu to około 1,50 złotego. 

Na koniec płatki kosmetyczne, których używam, od dawna, żeby nie napisać, że od zawsze. Płatki kosmetyczne Carea z Biedronki, 120 sztuk za 2,50 zł. Może nie są jakieś wybitne, jednak za te pieniądze wystarczające. Chociaż dużo osób zachwala te płatki z Isany, więc może w najbliższym czasie spróbuję tych z Rossmanna. 


Miałyście, któryś z tych produktów? Czekam na wasze komentarze.


Pozdrawiam, 
Żaneta

FacebookInstagram


5 komentarzy:

  1. Wcale nie takie małe denko :). Miałam kiedyś ten podkład z Wibo, ale całkiem do mnie nie pasują rozswietlające podkłady. Maseczki z Ziaji uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maseczki Ziaji bardzo lubię a płatki z biedry również kupuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Kojarzę te produkty, ale nie miałam żadnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja właśnie najbardziej lubię te płatki z Biedronki (cieszę się, że chwalisz bo miałam wrażenie, że tylko ja je lubię). Rossmanowskie w moim odczuciu gorsze.
    Podkład z Wibo właśnie sama wykańczam, zgadzam się co do zapachu, podkład porządny choć bez achów i ochów. Jedyne, co mnie zdziwiło to fakt, że mnie kompletnie matuje i myślałam, że pomimo nazwy to norma, a tu patrzę ciebie jednak rozświetlał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Maseczka z zieloną oliwką u mnie czeka aż ją zużyje ;) a waciki z Biedronki to już klasyk, zawsze kupuję na promocji jak są w 3paku.

    OdpowiedzUsuń