wtorek, 16 lutego 2016

Denko #10

     
Cześć!


Posty o produktach, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie, pojawiają się rzadko, a jak się coś pojawi to zazwyczaj w środku miesiąca, tak to już ze mną jest. Dzisiaj zapraszam Was na kolejną odsłonę zdenkowanych na moim blogu.


Z tymi zużytymi kosmetykami jest różnie, czasami zostawię opakowanie, jednak zdecydowanie częściej wyrzucam do kosza z odpadami. Posty, w których pokazuję moje zużycia, mają kilka pozycji, bo jakoś nie widzę potrzeby pokazywania Wam w kółko tych samych, np. żeli pod prysznic etc. Dlatego staram się, aby te kosmetyki były różnorodne, ale już nie przedłużam i zabieram się za pokazywanie zużyć!


Na włosach w ostatnim czasie skupiam się najbardziej, bo to właśnie one doprowadzają mnie do szaleństwa, ale temat włosów zostawiam w spokoju, bo planuję kolejną odsłonę z aktualizacją o włosach. Z racji tego, że próbuję jakoś ogarniać swoją czuprynę, i raz wychodzi mi to lepiej, a raz gorzej, wciąż sięgam po coś nowego. 
Po tym jak odżywka do włosów Garnier Oil Repair 3, (pokazywałam ją w ostatnim denku <TU> )
zauroczyła mnie zupełnie, chciałam wypróbować inną odżywkę tej marki. Padło właśnie na Garnier Goodbye Damege, cena 8 zł. Moja opinia na temat tej odżywki jest zupełnie odwrotna, do tej wyżej wspomnianej. Rozczarowanie zupełne! Porównując składy obu produktów, do 7-ego miejsca jest to samo, później już zupełnie coś innego, więc domyślam się, że któryś z tych dalszych składników daje taki efekt. Włosy szybko się przetłuszczały, plątały i były dość szorstkie. Nie zauważyłam, aby ich kondycja się poprawiła. Dla mnie bubel i na pewno więcej jej nie zakupię. 

Bublem nr. 2 w zestawieniu produktów do włosów jest maseczka intensywnie regenerująca marki Perfect. Me. Kupiłam ją w Biedronce za 1,49 zł, wspominałam już, że ja raczej bazuję na maskach domowych i czasami wspomagam się tymi z Ziaji. Będąc na zakupach sięgnęłam po tę i okazała się koszmarkiem. Działanie na włosach żadne, po jej użyciu, nie umiałam rozczesać włosów, a zapach bardzo chemiczny, który długo się utrzymywał na włosach. Zdecydowanie nie polecam! 

Udało mi się wykończyć Biosilk to małe opakowanie- 15 ml, cena około 5 zł. Zazwyczaj kupuję te małe opakowania, gdyż wydajność tego produktu jest duża. Lubię ten produkt, po każdym umyciu włosów nakładam na końcówki i świetnie się sprawdza. Już od dawien, dawna jego używam i jestem zadowolona. 


Ostatnimi czasy moja cera przeżywa koszmar, a to za sprawą działającego ogrzewania. Dlatego wspomagam się jak mogę maseczkami, tutaj akurat tylko trzy, bo tylko te się uchowały, reszta w koszu, ale jestem zdecydowaną fanką masek z Ziaji, cena 1,59 zł, za 7 ml, przy czym saszetka wystarcza na 3 użycia.  Rewelacja! W ogóle już kiedyś wspominałam, że ogólnie z pielęgnacją jestem na bakier, ale od jakiegoś czasu mocno na tym dumam, bo czas wprowadzić jakieś zmiany, ale myślę, że o tym jeszcze będę pisać. 

Kolejnym zużyciem jest już dobrze znany na moim blogu nawilżający płyn micelarny z BeBeauty, który znajdziemy w Biedronce za 5 zł. Już pisałam i powtórzę raz jeszcze, że u mnie się sprawdza i lubię po niego sięgać, ale myślę, że teraz zrobię sobie od niego przerwę. 


Z kolorówki udało mi się zużyć tylko tusz, bo muszę przyznać, że makijaż w ostatnich miesiącach raczej nie gości zbyt często na mojej twarzy. A tusz o którym mowa to Astor Lash Beautifier, cena 39,99 zł. Dużo pisać nie będę, a zainteresowane odsyłam do recenzji, która jest już u mnie na blogu <TU> . 

Do wykończonych trafił również lakier Miss Sporty nr. 031, miałam go już od dawna w szufladzie z lakierami, aż biedulek wysechł na wiór. Bardzo go lubiłam, świetny kolor, dobre krycie i bezproblemowa aplikacja, a to wszystko za cenę 6,99 zł. Z pewnością jeszcze kiedyś po niego sięgnę. 


Przed ostatnim produktem jest FussWohl- płyn do kąpieli stóp 200 ml, cena 12 zł. Ciekawy, dobry produkt, który zmiękczał i nawilżał skórę stóp, dzięki czemu późniejsza pielęgnacja była dużo szybsza. Jednak, nie jest to coś bez czego nie wyobrażam sobie dalszej pielęgnacji stóp. 

Stawkę zamyka zmywacz do paznokci Isana, akurat miałam wersję bez acetonu, ale muszę przyznać, że wolę ten zielony. Jednak jest to najlepszy zmywacz jaki miałam. Cena uzależniona jest od pojemności, waha się w granicach 5-7 zł.


I to już koniec! Miałyście, któryś z tych produktów?  




Pozdrawiam, Żaneta. 


5 komentarzy:

  1. Fajne i ciekawe denko, ja miałam różowego micela i był okropny. Tego niebieskiego nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka produktów znam, np. micela z Biedronki, którego nie lubię. Gratuluję zużyć! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Płyn micelarny BeBeauty używałam wcześniej i bylam bardzo z niego zadowolona, nie podrażniał oczu i dobrze zmywał makijaż. :) Za to różowa jego wersja jest okropna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że różowa wersja jest beznadziejna, dlatego nigdy jej nie miałam. :)

      Usuń
  4. Maseczki z Ziaji są niezawodne, szkoda, że w Rossmannie nie ma ich w pełnowymiarowych opakowaniach :)

    OdpowiedzUsuń