wtorek, 1 września 2015

Denko #8

Hej.


Z racji tego, że wczoraj z impetem i piękną pogodą pożegnaliśmy się z sierpniem, to dzisiaj chcę Was zaprosić na post o tematyce bardzo lubianej, a mianowicie dzisiaj zapraszam na denko.
Ogólnie czas ostatnio leci nieubłaganie, ale sierpień minął wyjątkowo szybko i pod znakiem kilku zmian. Mam dla Was również zaplanowane rozdanie, które miało ruszyć na moim blogu w zeszłym tygodniu, ale się nie wyrobiłam... Jednak wierzę w to gorąco, że szybko się z tym ogarnę, a jak nie to mam pewną alternatywę, która z pewnością też Wam przypadnie do gustu! Już nie przedłużając, zapraszam Was do dalszej części.


Jak zwykle denko w moim wykonaniu bardzo skromne, ale czy w te upały, które nas rozpieszczały do ostatniej kropli potu, ktokolwiek miał ochotę na pełny makijaż?! Szczerze wątpię, że któraś z Was podniosła w tym momencie rękę. Dlatego z kolorówki mam trzy produkty, które już od dłuższego czasu widniały na mojej liście obowiązkowych kosmetyków do zużycia. Cała reszta z tego zestawienia to zdecydowanie pielęgnacja, bo chociaż makijażu robić się nie chciało, to myć, jak najbardziej się należało!

W którymś z poprzednich projektów denko pokazywałam Wam już ten tusz, czyli Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic. Zarzekałam się wtedy, że więcej po niego nie sięgnę, i co? Kobieta zmienną jest i po kilku tygodniach zakupiłam go ponownie. Postanowiłam, że dam jemu ponownie szansę i muszę przyznać, że z tym drugim opakowaniem z pewnością bardziej się polubiłam. Na moich rzęsach daje dość zwyczajny efekt, jednak w połączeniu z innym tuszem pogrubiającym efekt jest naprawdę świetny. Cena tej maskary to ok. 13 zł. 

Drugim produktem z kolorówki to kredka do oczu CATRICE LONGLASTING EYE PENCIL WATERPROOF- 100 Pearl Bird, cena 9,90 zł. Kreda była ze mną przez okrągły rok, zakupiłam ją z myślą że będę stosować na linię wodną i była by całkiem spoko, bo kolor przepiękny, ale jest bardzo twarda i ciężko było zaaplikować ją na tej delikatnej części oka. Swoją drogą może polecicie mi jakąś fajną kredkę do stosowania na linii wodną? 

Trzecim i ostatnim kolorówkowym zużyciem jest podkład Rimmel Lasting Finish kolor 200 soft beige, cena 29,99 zł. Podkład super, bardzo trwały, jednak kolor dla mnie typowo letni. Więcej możecie o nim przeczytać  TU.  

Z wielką radością udało mi się wykończyć mleczko micelarne do demakijażu Ziaja. U mnie totalny koszmar, więcej o nim przeczytać możecie tutaj => <KLIK>. 

Jako, że w ostatnim czasie żele pod prysznic schodziły równie szybko jak woda do picia, to nie będę zarzucać Was całą masa żeli z Biedronki, które uwielbiam. Jednak o tym jednym chcę wspomnieć, bo jest to nowość. Playboy Play It Wild , cena 10,99 zł. Najbardziej co mnie w nim urzekło to świetny karmelowy zapach, w dodatku dobrze się pienił, nie podrażnił i był dość wydajny, jak na tę płynną konsystencję.


Dwie kolejne pozycje do żel/ emulsja do higieny intymnej Facelle- 4,99 zł, oraz Biały Jeleń - hipoalergiczna- ok. 8 zł. Oba genialne, delikatne, nie powodowały podrażnień, świądu, czy pieczenia. Skład na tyle delikatny i uniwersalny, że z powodzeniem, można każdym z nich umyć włosy czy całe ciało.

O oliwkowym kremie do twarzy, tyle, że w tym małym zielonym opakowaniu pisałam na blogu niejednokrotnie. Jakiś czas temu skusiłam się na to wielkie opakowanie naturalnego kremu oliwkowego z Ziaji. Cera sucha i normalna, krem o lekkiej formule, który z powodzeniem może być nakładany pod makijaż. Cena 8 zł. Bardzo przyjemny krem, który fajnie sprawdza się i do stosowania na dzień czy na noc. Koił podrażnianą skórę, i świetnie sprawdził się też u mojego dziecka, gdy nie miałam pod ręką żadnego typowego kremu dziecięcego.

Udało mi się również zużyć całe opakowanie maszynek do golenia BIC Soleil Colour Collection 8 szt. cena 24,99 zł. Dobre maszynki, bardzo ostre, dzięki czemu usuwały nawet najmniejsze włoski. I w dodatku szybko się nie tępiły, a powiedziałabym że wyrzucałam jeszcze nawet ostre, ale jak już się ścierał ten pasek z witaminą E to wiedziałam, że czas na wymianę.

W ostatnim czasie udało mi się wykończyć peeling myjący z truskawką z Joanna, cena ok. 4 zł. Ten kosmetyk jest na rynku od daaawna, pamiętam jak zaczynałam go używać kilka lat temu i tak co jakiś czas do niego wracam. Delikatny, dobrze ścierający i wygładzający. Jak za tę cenę, dla mnie super.

No i na zakończenie tego zestawienia olejek do włosów BioSilk  Maracuja Oil. To jest ta malutka wersja, która kosztuje około 6 zł. Dla mnie zupełnie nieporozumienie, bo z moimi końcówkami nie robił zupełnie nic. Zdecydowanie bardziej wolę olejek arganowy.


I tak wygląda moje zestawienie zużyć w ostatnim czasie. Tak jak pisałam nie ma tego za wiele, ale te które śledzą mnie od dłuższego czasu wiedzą, że u mnie od zawsze denko małe.

Dajcie znać, czy miałyście któryś z tych produktów?


Pozdrawiam, Żaneta. 



3 komentarze:

  1. Ładne zużycia :) ja też ciągle wracam do tego truskawkowego peelingu :))

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie również nie za bardzo sprawdził się ten olejek do włosów ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym miesiącu również wykończyłam truskawkowy peeling, został mi jeszcze ten kiwi :P
    Zapraszam również do mnie, 200 obs i ruszam z rozdaniem KLIK :)

    OdpowiedzUsuń