czwartek, 18 czerwca 2015

Eveline SelfTan- Arganowa mgiełka samoopalająca do twarzy i ciała! -recenzja-

Hej!!

W końcu po tygodniu przerwy mogę wrócić do pisania na blogu. Od zeszłego czwartku miałam awarię internetu, a pracownikom firmy z której usług korzystamy zupełnie się nie śpieszyło, aby naprawić usterkę... Aż szkoda gadać, ale po tygodniu mogę swobodnie zasiąść przed laptopem, bo wszelkie wcześniejsze próby pisania postów na tablecie kończyły się tym, że zasypiałam po napisaniu kilku zdań :D . Jednak już dzisiaj zapraszam Was na recenzję, na którą część z Was wyczekuje od kilku tygodni. A mianowicie dzisiaj będzie o produkcie, który ma nadać naszej skórze ładnego koloru, czyli mowa o arganowej mgiełce samoopalającej do twarzy i ciała z Eveline.



Informacje ogólne:

  • Mgiełka samoopalająca do twarzy i ciała.
  • Ciemna Karnacja
  • Producent: Eveline
  •  Pojemność: 150 ml.
  • Cena: 19,99 zł.













Producent na opakowaniu umieścił informację, która ma nas zapewniać, że mgiełka błyskawicznie wchłania się w skórę, przez co szybko pogłębia koloryt skóry pozostawiając ją miękką, a efekt jaki osiągniemy to głęboka, piękna złota opalenizna. Wszytko to ma odbywać się bez plam, smug i jakichkolwiek przebarwień na skórze. Dedykowana jest zarówno do używania na skórze ciała jak i twarzy. Dodatkowo producent zapewnia, że nie brudzi ubrań. Mgiełka została wzbogacona o kwas hialuronowy, a także o olejek arganowy i kompleks witamin A, E i F.

Skład prezentuje się następująco:


To czas teraz na moją opinię!

Jako, że jestem przeciwniczką smażenia się pod lampami w solarium, a leżeć plackiem pod gołym niebem to za bardzo mi się nie chcę, a może przede wszystkim nie mam zupełnie na to czasu. Raczej moja skóra nabiera koloru z czasem, gdy przebywam poza domem. Jednak do tego czasu lubię gdy moje ciało wygląda na muśnięte słońcem. Dlatego wszelkiego rodzaju samoopalacze i inne produkty, które mają nadawać mojej skórze zdrowego, ładnego wyglądu opalonej skóry są mile widziane, a wręcz napisałabym że pożądane! Chyba żadna z Nas nie chce prezentować bladych nóg, czy ogólne bladego ciała w ładnych zwiewnych letnich ubraniach. Ja też nie! Dlatego każdy kosmetyk testuję z nadzieją, że w końcu odnajdę swój ideał.
Ten produkt z Eveline jest pierwszym kosmetykiem samoopalającym, w formie mgiełki. Dotychczas zawsze stawiałam na balsamy, bo sprawdzają się u mnie najlepiej. Mgiełka z Eveline jest przeznaczona do ciemnej karnacji i bałam, że uzyskam zbyt ciemny kolor. Jednak kolor jaki uzyskuję to efekt skóry muśniętej słońcem w bardzo subtelny, ale zauważalny sposób. Pierwsze moje zetknięcie się z tym kosmetykiem było wielką porażką. Za pierwszym razem postanowiłam, że poświęcę nogi i tam użyję go po raz pierwszy i tak też się stało. Rozpyliłam kosmetyk na nogi (bezpośrednio z atomizera) i wsmarowałam. Po 3-4 godzinach moim oczom ukazały się straszne plamy i smugi. Byłam zawiedziona, a moje nogi przeżyły kilkukrotne szorowanie skóry w ciągu jednego dnia. Odstawiłam samoopalacz na półkę i odpoczywał tam dwa dni, aż postanowiłam, że dam jemu drugą szansę. Jednak tym razem kosmetyk najpierw wydobyłam z opakowania na dłoń, a następnie okrężnymi ruchami wmasowałam w skórę nóg. I właśnie taki sposób aplikacji okazał się strzałem w 10-tkę! Gdy rano wstałam i niepewnie przyjrzałam się swoim nogom, ujrzałam ładny jasnobrązowy odcień skóry, i żadnych plam! Jednak jak z każdym samoopalaczem trzeba uważać i w okolicach kolan, łokci i kostek nakładamy bardzo niewielką ilość, bo w przeciwnym wypadku w tych miejscach będą pomarańczowe plamy! Efekt opalonej skóry można spokojnie budować nakładając kolejną warstwę kosmetyku, ale uważam, że jedna warstwa daje ładny kolor i nie mam potrzeby go pogłębiać. Zaś całość utrzymuje się na ciele 2-3 dni i później trzeba znowu wsmarować kosmetyk. Po nałożeniu tego produktu skóra rzeczywiście jest nawilżona, wygładzona i bardzo miękka. Przechodząc do zapachu tego samoopalacza to podczas samej aplikacji jest dość przyjemny, bo pachnie świeżo i ładnie, niczym perfumy. Jednak z czasem zaczynamy czuć ten charakterystyczny dla samoopalaczy zapach. Nigdy dotychczas nie zdarzyło mi się nakładać samoopalacza na twarz, ale jako, że chciałam przetestować go poddając wszystkim zadaniom to się poświeciłam i muszę przyznać, że całkiem w porządku to wyglądało. Nie odznaczał się przy linii włosów, czy przy uszach. Jednak z twarzy zmywa się szybko, a to za sprawą płynów do zmywania makijażu. Moja ocena tego produktu to 4/5. Odebrałam punkt za to, że osoby początkujące mogą mieć problem z aplikacją tego kosmetyku. Muszę powiedzieć, że jestem szczerze zaskoczona efektem, który osiągnęłam przy pomocy tego produktu, jednak wciąż jestem zdania, że samoopalacze w postaci balsamu są znacznie łatwiejsze w aplikacji i są bardziej wydajne.

Na koniec pokażę Wam efekt jaki osiągam nakładając ten samoopalacz: 


Na żywo efekt jest trochę mocniejszy, ale wydaje mi się, że wygląda bardzo subtelnie i naturalnie.


Polecam, aby takie kosmetyki nakładać wieczorem. Ja zawsze dzień przed robię sobie dokładny peeling ciała i mocno natłuszczam skórę. Kolejnego dnia po wieczornym prysznicu nakładam lekki balsam na ciało i odczekuję kilka minut  nawet do 30. Po tym czasie wmasowuję samoopalacz, ubieram piżamę ( ten akurat nie brudzi odzieży!) i idę spać. Rano szybki prysznic, aby pozbyć się tego uporczywego "smrodku" i mogę się cieszyć ładnym kolorem skóry.



Dajcie znać, czy macie jakieś swoje ulubione samoopalacze, a może któraś z Was skusi się właśnie na ten produkt?


Dzięki za uwagę i do następnego, PA :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz