23.03.2015

Dzień pierwszy tygodnia ze mną! Termoloki Remington - recenzja-

Hej!

Witam się dzisiaj z Wami będąc w świetnym humorze i mam dla Was, mam nadzieję, że równie dobrą wiadomość. Z racji tego, że ostatnio moja aktywność na blogu dość solidnie zmalała, nad czym bardzo ubolewam, to chcę Wam to w jakimś stopniu wynagrodzić. W związku z tym zapraszam Was na tydzień ze mną! Postanowiłam, że od dzisiaj do soboty codziennie w godzinach wieczornych będzie pojawiał się  nowy post na moim blogu! huuura, mam nadzieję, że cieszycie się równie bardzo jak ja. Nie ukrywam, że  jest to dla mnie wyzwanie, ale zrobię wszystko by jemu w 100% podołać. Także tydzień ze mną uznaję za otwarty! A na pierwszy ogień idzie recenzja termoloków firmy Remington! Wszystkie zainteresowane zapraszam dalej!

Pewnie te z Was, które śledzą mojego bloga się zastanawiają, po co mi termoloki? Nad takim urządzeniem zastanawiałam się chyba z rok czasu. Głównie chciałam je wykorzystywać do unoszenia moich włosów, bo loki mam swoje, ale niestety brakuje mi objętości u nasady włosów. Rozważałam wiele modeli, głownie takie z wałkami o dużej średnicy (38, 43 mm). Jednak sama nie zdążyłam sobie sprawić takiego gadżetu, bo ubiegła mnie moja rodzina i ten sprzęt dostałam jakiś czas temu w prezencie urodzinowym. I od razu Wam powiem, że te wałki mają zbyt małą średnicę do moich włosów. Ale wszystko od początku!

Informacje ogólne:


  • Termoloki
  • Producent: Remington
  • Model: Kf40e
  • Cena: ok. 115-130 zł. 




Do urządzeń Remingtona mam słabość, bo wszystkie sprzęty sprawdzały się u mnie świetnie. Prostownicę również mam tej marki i służy mi już jakieś 7 lat, gdzie przez pierwsze 3 lata, była używana codziennie, a nawet kilka razy dziennie i wciąż żyje!


Ten model termoloków został wyposażony w bazę, która grzeje wałki, 20 welurowych wałków wyposażonych w małe klipsy, które mają ułatwiać nawijanie włosów, oraz 20 klamerek do mocowania wałków na głowie. Tak jak pisałam wałki są welurowe i posiadają funkcję jonizacji, która zapobiega elektryzowaniu się włosów. Wałki są w trzech różnych rozmiarach: 6 szt.- 26 mm, 10 szt.- 21 mm i 4 szt.- 19 mm. 


Zaś sama baza grzewcza jest niewielkich rozmiarów, posiada kontrolkę, która się świeci komunikując nam, że urządzenie jest podłączone do zasilania. Jednak minus, za brak kontrolki wskazującej, że wałki są już nagrzane, oraz za czas nagrzewania, który wynosi około 10-14 minut. Te małe klipsy, które są na stałe przy wałkach ułatwiają nakręcanie pasm włosów na wałek, ale przy włosach wycieniowanych może być już trudniej.
Po nakręceniu wałków na włosy, producent zaleca, aby trzymać je na głowie do momentu zupełnego wystudzenia wałków. Staram się, aby zawsze były już zimne gdy je zdejmuję, ale nie zawsze mi się udaje. Nie tylko, dlatego, że mam mało czasu, ale także po prostu są ciężkie i z biegiem czasu zsuwają się z głowy, gdyż klipsy nie są w stanie ich cały czas trzymać w ryzach.
Tak jak pisałam, ja raczej chciałam takie urządzenie, ale z dużymi wałkami, aby nadać moim włosom objętości. Te są trochę za małe, na moje długie włosy i po zdjęciu wałków z głowy, mam zakręcone końce, a objętości brak. Myślę, że znacznie lepiej sprawdzą się u osób, które chcą właśnie osiągnąć ładny skręt tak od wysokości ucha, przy długości włosów takich jak moje, albo u tych które mają włosy do ramion. Tak wykonana fryzura utrzymuje się u mnie cały dzień. Oczywiście z biegiem czasu skręt włosów się luzuje i na koniec dnia zostają ładne fale, aniżeli loki.

A taki osiągam efekt na moich włosach. 


Z lewej włosy umyte i wysuszone za pomocą suszarki i dużej okrągłej szczotki.
Z prawej efekt po zdjęciu wałków z włosów. Użyłam 12 wałków, mogłabym nakręcić ich znacznie więcej, ale wtedy osiągam efekt pudla.

Urządzenie dostałam w prezencie urodzinowym, tak jak już pisałam i nie mogę powiedzieć, że mnie zupełnie zawiódł, bo tak nie jest, ale sama zdecydowałabym się na inny model, lub sprzęt wyposażony w wałki z dużą średnicą. Ocena tego urządzenia dla mnie to takie -4/5. Miałam wielkie nadzieję, że sprawdzi się świetnie i działa fajnie, ale nie do końca o taki efekt mi chodziło. Chociaż nie jest powiedziane, że przy wałkach z większą średnicą osiągnęłabym efekt o jaki mi chodzi. Co mi się bardzo spodobało to, że włosy bo zdjęciu wałków, są wygładzone, a łuska włosa ładnie domknięta, co przy moich puszących się puklach, jest wielkim osiągnięciem.


To by było na tyle i do poczytania już jutro w drugim dniu ze mną!



Dziękuję, Pa ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz